jestem w diyarbakir. w zeszly czwartek ogladalem zachod slonca nad bosforem, w sobote wschod nad tygrysem, miedzy jednym a drugim 35 godzin w pociagu. po drodze troche ludzi sie przewinelo przez przedzial, ale komunikacja raczej ograniczona do skad, dokad, mam na imie, nie mowie po turecku/nie mowie po angielsku, herbaty, ciastek i slonecznika... piekny wolno zmieniajacy sie krajobraz, wiec siedzialem i patrzylem. nie mialem mapy... mialem wyklad kapuscinskiego 'spotkanie z innym', mala broszurka parenascie str, ciekawy. poza tym wzialem 'sklepy cynamonowe' schulza, ktore bardzo lubie, ale odkladam na pozniej. wzialem malo rzeczy, tyle ile sie zmiescilo do plecaka foto, reszte zostawilem w hostelu w istanbule. dotarlem na miejsce po czwartej, przesiedzialem godzine w hali dworca razem z innymi pasazerami ktorzy nie spieszyli sie z wychodzeniem na zimno i ciemno. glownie mlodzi faceci, wygladali na pracujacych sezonowo w istanbule, matka z osemka dzieci, pare innych osob z tobolkami robiacych sobie zdjecia telefonem komorkowym. wyszedlem jak zaczelo sie robic jasniej, prosta ulica do murow starego miasta i dalej do wschodniej czesci. tygrys parowal. pozniej spotkalem znajomych z wakacji, jeden zalatwil mi nocleg u rodziny kurdyjskiej (ojciec rodziny jest przywodca plemiennym. 15 lat temu jego wioske zniszczylo wojsko a on sam z rodzina musial sie przeniesc do istanbulu. w tym roku przeprowadzili sie blizej 'domu', do diyarbakir) mieszkam tam razem z koreanskim pacyfista zaopatrzonego w stara kamere cyfrowa i rownie stary komputer. no i tak to wyglada. (zdjecia beda, ale raczej niepredko)
--
wczoraj pierwszy raz wdychalem gaz lzawiacy
środa, listopada 21, 2007
19
wtorek, listopada 20, 2007
poniedziałek, listopada 19, 2007
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















