środa, października 31, 2007

15



(9 pazdziernika. stare)

glupawe nakrycia glowy:


(5 padziernika. jeszcze starsze)

--

u mnie nic

niedziela, października 21, 2007

14

dzis:
- wstalem o 15.43
- kobieta w turkcellu poinformowala mnie ze mam nielegalny telefon
- jadlem zolty ser! (pierwszy raz od wyjazdu z pl)
- policyjni tajniacy w czarnych garniakach strzelali pod moimi oknami
- dziala siec na moimi kompie!
- dowiedzialem sie ze pol miliona czechow mieszka w brazylii
- slucham rmf rock

(wlasnie turek z obslugi hostelu uruchomil telewizje trwam... GIN ODSZCZEPIENCU!!)

wczoraj:
wlasciwie to zapamietalem tylko ze poznym wieczorem, zmorzony glodem, z braku innych sensownych opcji, nabylem taniego kebaba w lokalu z dwoma zgrabnymi transwestytami

a to dziennikarz tureckiej agencji przygotowany do relacjonowania wieczornego protestu przeciwko ustawie zezwalajacej tureckiej armii wkroczenie do iraku. dziennikarzy bylo tyle co demonstrantow. policji tyle co dziennikarzy i demonstrantow (15 pazdziernika)

czwartek, października 11, 2007

13

wlasna nieprzymuszona wola to przebiegla bestia, ktora nie zaprowadzila mnie dzis na zajecia. poszlajalem sie troche za to, kupe czasu spedzilem na sieci. worek z praniem lezy jak lezal w zwiazku z absurdalna cena za zmiane tego stanu rzeczy. niezmienny plan szukania mieszkania zaczyna potencjalnie ewoluowac - byc moze bardziej oplaca sie mieszkac w hostelu, szczegolnie ze chce spedzic troche czasu poza istanbulem... kierunek: wschod. a tam napiecie rosnie, od wakacji sprawy maja sie gorzej

zdjecie z wczoraj (istanbul, eminonu)

środa, października 10, 2007

12

grubej kreski nie bedzie. zmieniam natomiast nazwe bloga

11

juz 13 dzien w istanbule, wciaz kolorowy lekko zapyzialy hostel. marazm, muzyczka, mapa swiata nad glowa, na przeciwko plan miasta w ktorym trudno znalezc sensowne mieszkanie (w galata, cihangir, besiktas albo kadikoy, przy uwzglednieniu zastanawiajacego braku motywacji) jutro pierwsze zajecia o 13 z wlasnej nieprzymuszonej woli. niezrzucone zdjecia na karcie. obsluga hostelu znikla, przyszedl jakis turek, gestykuluje rozpaczliwie, fuka, przewraca oczami, ale nie idzie sie dogadac, za to swietnie mu idzie falszowanie na gitarze o czym sie przekonuje po tym jak zrezygnowany klapnal na fotelu i powzial instrument do rak. po chwili zbiegowisko turkow, ktorzy zachowuja sie zaskakujaco trzezwo jak na srodek nocy, ide spac